piątek, 9 czerwca 2017

Wiklina papierowa ciąg dalszy

Biały i czerwony a może szary i czerwony?

Jakieś kilka tygodni temu zapytano mnie czy mogę zrobić coś z wikliny papierowej , odpowiedziałam że czemu nie tylko co?
No zrób coś Ty to potrafisz, taaa oczywiście tylko bądź tu mądra.
Pozostawiono mi wybór ale zrób "coś" kiedy właściwie nie wiesz czego oczekuje ta osoba?? Nie łatwe.
To miał być prezent dla dla kogoś z rodziny mojej znajomej.
Mogłam zrobić np: róg obfitości - ciut mały i mało efektowny, postanowiłam zrobić następny rower. 
Miałam mało czasu, praktycznie "zarwałam" swoje trzy noce ale zdążyłam.
Ten rower był inny, różnił się od mojego pierwszego ale i tak zrobił wrażenie.
Teraz już też wiem jak muszę wzmocnić ramę roweru aby był bardziej stabilny.
Poniżej możecie go obejrzeć.






wtorek, 6 czerwca 2017

Szparagi

Witam moich miłych czytelników,

od ostatniego razu dużo się wydarzyło. Działo się tyle, że wróciłam do gotowania i eksperymentowania w kuchni.Zapewne powiecie a cóż to za eksperymenty robiłam w kuchni? 
Ano właśnie dla mnie eksperymentem było to, że chyba drugi raz w życiu gotowałam szparagi.Pierwsze były zielone niestety nie przypadły mi do gustu. Białe smakują mi lepiej wg. mnie są delikatniejsze. Nic nadzwyczajnego sezon na szparagi rozpoczęty czemu by z nich czegoś dobrego nie ugotować a może upiec, zapiec ? 

Na początek co to takiego, ( uśmiechacie się za pewne teraz, hm.... ja też).

Mowa o szparagach,
Zapewne wiecie że szparagi bogate są w sole mineralne i witaminy m.in witaminę C, E, Karoten, potas, błonnik a także dużą ilość kwasu foliowego. Jednym słowem warto je jeść kiedy są dostępne bo mają dobre działanie na nasz organizm.
Szparagi to nic innego jak popularny zwany w różnych regionach Polski i świata Asparagus. To roślina z gatunku bylin, no właśnie.
W moim rodzinnym domu i mojej babci asparagus właśnie taki 



rósł sobie pod płotem i był ozdobą.Dorastał prawie do 1,70 był olbrzymi.

Wracając jednak do mojego gotowania tych smacznych roślin.
Któregoś dnia wybrałam się na zakupy warzyw zamiast marchewki, buraków, kartofli przyniosłam do domu szparagi cały kilogram. Po rozłożeniu na stole stwierdziłam " chyba oszalałam kto to zje"?
Piękne młode , jędrne i sprężyste.
Główki szparagów muszą być ścisłe a końcówki wilgotne. Trzeba zwrócić uwagę kupując czy szparagi są sprężyste, kupując je łatwo sprawdzimy czy są świeże ściskając końcówkę z której powinien wypłynąć sok, jeśli nie wypłynie szukajmy innych.
Druga metoda na sprawdzenie czy są świeże to pocieramy szparagami jedna o drugą powinny wydać charakterystyczne skrzypienie.
Moje białe szparagi były średniej grubości bo takie są też najlepsze, nie mogą być za grube ani za cienkie.
Białe szparagi obieramy ze skórki ja robię to obieraczką do jarzyn. Nie ruszam główki za to całe łodygi dokładnie aby nie zostało żadne włókno. Należy też odciąć końcówkę bo jest zdrewniała, czasem wystarczy 1 cm a czasem trzeba niestety obciąć nawet do 4 cm.



Gotowanie szparagów.
Najlepiej jest gotować szparagi w garnku w którym mogą one stać. Tak dokładnie stać a główki wystawać ponad wodę a dlaczego ? bo są delikatne i bardzo szybko są ugotowane.
Ja ponieważ nie posiadam garnka odpowiedniego do gotowania szparagów gotuję je w najzwyklejszym nie za głębokim garnku ( na zdjęciu poniżej).
Wodę zagotowuję, dodaję cukier i sól  oraz płaską łyżeczkę masła. 
Do gotującej się wody wrzucam szparagi i gotuję je około 15 - 20 minut.Szparagi musza być miękkie ale nie rozpadające.



Sposób podawania.
Za pierwszym razem szparagi podałam tylko z sosem i młodymi ziemniaczkami a na nich pokrojony szczypiorek.




Tym razem szparagi zostały zapieczone w w sosie holenderskim z pokrojoną drobno szynką. Ja swój sos doprawiłam lekko ziołami. Zapiekałam ok 20 minut.



Wyszło wybornie, nie widać tego na zdjęciu ale możecie wierzyć mi na słowo.









wtorek, 18 kwietnia 2017

Placki ale jakie?

Kochani co raz częściej siedząc w domu czy też będąc na Mazurach myślami wracam do potraw, które przyrządzała moja mama. Niby nic nowego każdy z nas ma wspomnienia związane z domem rodzinnym. Z zapachami związanymi z naszym rodzinnym domem zawsze wzbudzały i wzbudzają wspomnienia.  
Do czego więc zmierzam?
Kupiłam mięso kawałek piersi z indyka z myślą o upieczeniu. Przyniosłam do domu, włożyłam do lodówki i tyle. Miały być duszone indycze kotleciki bez panierki ale z ziołami, kurkumą i curry.
Zamiast kotlecików zrobiłam placki ziemniaczane ale jakie? Zdziwicie się.

Mój przepis.
3-4 średnie ziemniaki,
2 jajka,
1/2 szkl. mleka,
15 dkg zmielonego lub zmiksowanego mięsa drobiowego,
łyżka oleju dyniowego,

sól , pieprz 
mąka,
odrobina czosnku niedźwiedziego.



ciasto ziemniaczane,


pierwsze placuszki,


smażymy następne, bo pierwsze szybko zniknęły.


placuszki osuszamy na ręczniku papierowym ,






i ostateczny efekt. Ja i moje dziewczynki wchłonęłyśmy placki w ciągu pół godziny.


  

niedziela, 19 lutego 2017

Serwety,serwetki

Co jakiś czas zdarza mi się coś dziergać, zazwyczaj mam dwie lub trzy rzeczy zaczęte i ta która bardziej mnie ciągnie i przemawia do mnie szybciej jest zrobiona. Skończona i pokazana.Cieszy moje oczy.
Tym razem z resztek bawełny wydziergałam okrągłą serwetkę.Ponieważ potrzebne mi były druty pończosznicze a takowych ze sobą nie miałam. Do jej zrobienia posłużyły mi szaszłykarki. Już widzę Wasze miny, jak to patyczki do szaszłyków? no tak trzeba sobie radzić.

Okrągła serwetka, wzór wymyślany podczas robienia i zobaczcie co mi wyszło.

Przypomnę Wam tylko że nie samą pracą człowiek żyje i dla swojej higieny psychicznej warto jest mieć odskocznię czy też hobby.













Zupa jarmużowa

Czy Wy też tak macie, że lubicie eksperymentować w kuchni?
Mnie to się zdarza od jakiegoś czasu. Po kolej jednak, jakieś trzy lata temu byłam w odwiedzinach u koleżanki w Hastings, malowniczym miasteczku położonym w południowo-wschodniej Anglii, nad kanałem La Manche. Była piękna wiosna wszędzie było dużo kwiatów i paru przyjaznych ludzi. Którym nie przeszkadzał mój zupełny brak języka angielskiego. Nie którzy z nich gościli mnie w swoim domu i częstowali angielskimi specjałami a z nie którymi razem gotowaliśmy. To gotowanie i pieczenie czasami miało nieoczekiwany rezultat.
Któregoś razu zostałam zaproszona do Polki jak się później okazało mamy półtorarocznego chłopca. Mamy która poczęstowała mnie zupą z jarmużu. Zupa była wyśmienita, sycąca i delikatna.
Po powrocie do Polski raz udało mi się kupić jarmuż. Zieloną roślinę która wygląda jak kapusta lub też kapusto-brokuł. Jej zielone liście mają w sobie dużo białka,błonnika, związków mineralnych i cennych witamin. Jarmuż można spotkać o fioletowo-zielonych liściach lub o fioletowo-brązowych. Jarmuż zbierany jest po pierwszych przymrozkach ponieważ zimno powoduje że znika goryczka a wytwarzają się cukry, które nadają roślinie słodkości.
O właściwościach Kochani tego warzywa można przeczytać dużo w internecie dlatego też ja tutaj nie będę się powtarzała. Wybaczycie  mi prawda?
Ja kiedy kupię za dużo jak na jeden raz jarmuż , myję go osuszam i mrożę a później wykorzystuję do swoich ulubionych potraw.
Jedną z nich jest oczywiście zupa jarmużowa. Zawsze gotuję ją na bazie bulionu czy też jak ktoś woli na bazie rosołu.
Składniki mojej zupy:
popularny rosół gotowany na kurze, wołowinie i warzywach.
dwa duże liście zielonego jarmużu.
dwa ziemniaki lub kasza jaglana ( zamiennie)
sól, pieprz do smaku.
Zazwyczaj warzywa które są twarde czyli marchewka, pietruszka lekko podduszam na masełku i dopiero później łączę ze wszystkimi warzywami.
Moją zupę gotuję tak długo aby warzywa były mięciutkie, nie rozgotowane ale miękkie.
Staram się nie używać soli ale czasami minimum trzeba jej dodać, odrobinę aby całość miała smak.


Uwielbiam tę zupę w postaci kremu ale jest równie dobra kiedy wszystkie warzywa są w całości, pokrojone tylko w kostkę i paski jak liście jarmużu.
Wypróbujcie a nie będziecie chcieli jeść niczego innego.




   

środa, 8 lutego 2017

Dalszy ciąg - mojej wikliny.

Kochani nie będę się rozpisywała co i jak robię ale jestem z siebie bardzo dumna. Pisałam Wam już i pokazywałam moje początkujące prace z wikliną papierową.Minął kolejny miesiąc a ja zrobiłam kolejną rzecz. 
Pojeździć nim za bardzo się nie da ale , no właśnie ale można sprawić komuś radość.




tutaj jeszcze w stanie szczątkowym i surowym a poniżej




sami przyznacie że wyszło "cudo" 
To cudo było relaksem dla mojej duszy w ostatnim czasie.
A teraz cieszy oczy już innych osób i wzbudza uśmiech na ich twarzach a to widok bezcenny dla mnie.

( Dziękuję za użyczenie mi "pracowni" i materiału w postaci przeczytanych już gazet codziennych.)

środa, 18 stycznia 2017

Zupa czosnkowa

Witajcie,dzisiaj będzie o zupie. Gorącej i sycącej.Pełnej zapachu i aromatu. Zupie rozgrzewającej od pierwszej zaczerpniętej łyżki z zupą do ostatniej .
Będzie o zupie czosnkowej. Jak doszło do tego że postanowiłam ją ugotować w domu w którym jestem obecnie?
Ano tak mieszkają wokół tego domu dosyć interesujący ludzie m.in uczynny starszy pan, pewien profesor z żoną i małymi dziećmi ( trójką), polska pani stomatolog z mężem, starsza pani pochodzenia rumuńskiego, rodzina pochodząca z Albanii i mieszane małżeństwo ale do końca nie domyślam się z jakiego kraju pochodzi przemiła młoda kobieta.
Mieszka tutaj oczywiście więcej rodzin niemieckich ale z tymi głównie prowadzę konwersację i czasami oni zdradzają mi tajemnice gotowania w ich domach.
Uczono już mnie robić niemieckie szpecle :)
Teraz przyszedł czas na zupę czosnkową chociaż w polskim jadłospisie wiem że też taka zupa istnieje.

Składniki potrzebne do wykonania zupy.

2 główki czosnku ( średnie)
1 cebula średnia
2 łyżki masła
sól, pieprz,
ok. 1 litra bulionu warzywnego,

ja dodałam jeszcze

4 średniej wielkości marchewki
2 ziemniaki
2 łyżki kaszy mazurskiej perłowej,
1 łyżka miodu,
3 łyżki słodkiej śmietany,

takie smakowe udogodnienie.

Czosnek , cebulę obieramy ze skórki ( nie którzy Niemcy gotują razem z łupinką dla koloru bulionu i smaku), cebulę siekamy. Rozgrzewamy na patelni masło. Czosnek i cebulę  podduszamy lub podsmażamy jak kto woli na małym ogniu.
Kroimy w kostkę ziemniaki, marchewkę w krążki lub słupki oraz kaszę i wrzucamy do gotującego się bulionu. 


jak widać na zdjęciu wszystko razem gotujemy.

Wszystkie produkty w zupie musza być miękkie ale nie rozgotowane. Ja wybrałam wszystkie warzywa zaś kaszę zostawiłam w bulionie. Warzywa zmiksowałam i ponownie wrzuciłam do zupy. 
Na lekko gotującym się bulionie całość wymieszałam, dodałam śmietanę, miód
i jeszcze chwilę podgotowałam.
Prawdę mówiąc zupę musiałam ugotować lekko słodką bo ostrej ( a czosnek jest ostry) zapewne mój podopieczny i jego żona nie ruszyli by, a tak zupa okazała się strzałem w dziesiątkę. 


tak wyglądała po podaniu na stół moja zupa czosnkowa, udekorowana odrobiną słodkiej śmietany i pietruszki.
Poniżej zdjęcie jak wyglądał talerz mojego podopiecznego po zjedzonej zupie.


smakowała, zapytałam z ciekawości.


a poniżej zupa zaprzyjaźnionych sąsiadów którą próbowałam kilka dni wcześniej była bardzo smaczna i rozgrzewająca.
Ukłon w stronę sąsiadów :)


Zupa którą ja ugotowałam jest trochę bardziej kolorowa ponieważ zawierała marchewki. Natomiast moich sąsiadów była lekko kremowa.
Spróbujcie gwarantuję że wasze podniebienie i żołądki będą zachwycone, osobiście polecam wersję słodką ale ta ostra jest też pyszna wszystko zależy od smaku.

p.s.
Pani Wiolu gotowanie to również moje ulubione zajęcie ale nie zawsze mogę je wykonywać.

A pozostałym moim miłym czytelnikom życzę aby sami ugotowali tę zupę i delektowali się jej smakiem. 
Smacznego.












  

środa, 4 stycznia 2017

Następne wyzwanie - bombki

Jak co roku już od 3 lat , kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia ja około października zaczynam dziergać swoje bombeczki.
W 2016 roku zaczęłam je już dziergać w lipcu. 
Bardzo lubię je tworzyć, tak tworzyć bo nie korzystam z żadnego wzoru podczas pracy. 
Kiedy je dziergam to do końca nigdy nie wiem jaki będzie wzór na danym modelu.
Ciekawe ? nieprawdaż ?
I zawsze wychodzi coś ciekawego.
Coś nowego , co cieszy kiedy na nie patrzysz.
Materiał nie jest łatwy bo bardzo cienka nić bawełniana, czasem dodaję cienką nić srebrną ale później podczas usztywniania jest bardzo trudno osiągnąć twardość bombki.
Tutaj jest dobrze widać połyskującą srebrną nitkę.


Bo aby ładnie wyglądała , miała swoją lekkość i wdzięk musi być bardzo ale to bardzo mocno usztywniona.



W zeszłym roku robiłam je dosyć długo z przerwami na inne moje rozpoczęte projekty i fotografowanie około 5 miesięcy.

Poniżej zamieszczam zdjęcia, tylko nie wielu z nich.Razem była ich w grudniu 
100.


Bombki w grudniu 2016 roku powędrowały w świat.

w formie opakowania jak cukierek,


z życzeniami do spełnienia,

z anielicami strzegące spokoju,


i z wielkimi gwiazdami - razem błyszczały.
Zdobiły okna moich znajomych i moje.


Na wieńcu adwentowym,

i już w prawie rozpakowanej przesyłce a poniżej na choince.



i przeglądające się w popołudniowym świątecznym słońcu.

Pierwsza lipcowa była dla Anny ( latając po niebie), a następne trafiły do innych osób i mam nadzieję oczarowały ich tak jak mnie. 
Inne poleciały do moich znajomych w Niemczech i nie tylko.





Życzę miłego oglądania moich prac.


Nie samą pracą człowiek żyje


Kochani jak to powiedziała moja znajoma " nie samą pracą człowiek żyje" a jednak.
W ostatnich tygodniach roku tak mnie pochłonęła i problemy z nią związane, że wpisy z nowościami stanęły w miejscu.
Dzisiaj stwierdziłam tak dalej być nie może, bierz się do galopu kobieto. 
Czyli od początku. Nie którzy z Was zapewne się już orientują że mam wnuczkę ( a od 2016 roku już dwie) która od jakiegoś czasu ( wstyd się przyznać) prosiła mnie o sweterek w renifery albo jelonki.
Nie mogłam się do niego zabrać, ciągle coś stawało mi na przeszkodzie.
W końcu udało się wzór znalazłam na Pintereście.
Poniżej już na próbce możecie zobaczyć.



Ciągle nie miałam wełny z jakiej chciałabym zrobić ten sweterek.
Jakby tego było mało nie zmierzyłam dziecka jak zrobić z pamięci?
Abstrakcja. 
Wełnę udało mi się kupić w sklepie gdzie było wszystko począwszy od chleba a skończywszy na sprzęcie do domu. 
Wełna dosłownie wełna a jak wiecie zazwyczaj nie nadaje się na sweterki dla dzieci.Ta jednak o dziwo była plastyczna i "nie gryzła" dokonałam zakupu.
Wieczorami od listopada, kiedy tylko miałam czas i chęci dziergałam dziecku sweterek.
Udało się. 
Jeszcze przed świętami moja wnusia otrzymała przesyłkę a w niej zamówiony sweterek i inne drobiazgi.
Poniżej zamieściłam zdjęcia, niestety nie udało mi się jeszcze sfotografować dziecka w sweterku.
Wiem jednak od jej mamy że kiedy otworzyły paczkę dziecko stwierdziło że następnego dnia idzie w nim do szkoły. 

To była jedna z wielu rzeczy które były w ostatnim czasie tworzone przeze mnie. O innych będziecie mogli poczytać lub obejrzeć wkrótce.