Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełko. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 czerwca 2015

Torebka z lnu.

W ostatnim czasie, właściwie to od ponad pięciu lat zafascynował mnie len. 
Len to nie tylko roślina lecznicza. Len ma kwiaty fioletowo-niebieskie i białe,każda roślina kwitnie tylko jeden dzień.




 Zbiory tej rośliny odbywają się w lipcu i sierpniu gdy rośliny są jeszcze zielonożółte.Wyrywa się je z korzeniami i zostawia do wysuszenia na polu, nasiona dojrzewają podczas suszenia nabierając brunatnej barwy. 
Aby powstał piękny materiał lniany rośliny lniane zostają poddane obróbce aby na końcu mogły powstać piękne ubrania, torebki, sakiewki, obrusy nici oraz obicia mebli.



Dlaczego Wam o tym wszystkim piszę ? bo to surowiec w pełni naturalny. Na naszym rynku jest mnóstwo różnego rodzaju kosmetyczek małych, średnich i dużych ale wszystkie są praktycznie takie same. Ja używając nici lnianych zrobiłam sobie coś takiego,



w trakcie pracy moja mała torebko-kosmetyczka

poniżej już ukończona.


Torebka ma też uchwyt dodatkowy np. do zapięcia kluczy aby było je łatwo znaleźć .
Dodatkowo można też wszyć zamek w środku aby nic z niej nie wypadło.







poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Koronkowa torebka

Dzisiaj chciałam się pochwalić małą torebką a właściwie sakiewką komunijną.
Zrobiłam ją dla tegorocznej Komunistki , która mieszka w Zawierciu.
Aby nic z niej nie wypadło w środek włożyłam bawełniany woreczek. 




sakiewka jest ściągana dwoma sznureczkami zakończonymi kulkami.


a na świecę komunijną mała osłonka. 



niedziela, 16 listopada 2014

Szydełkowy abażur.

Witam Was moi mili goście ponownie. Dzisiaj chciałam Wam pokazać mój nowy abażur który kilka dni temu ukończyłam. Chciałam Wam również opowiedzieć co mnie zainspirowało do jego wykonania.
Ten abażur to wspomnienie mojego dzieciństwa i wakacji spędzanych u mojej babci na pod kętrzyńskiej wsi na Warmii i Mazurach. Babcia mieszkała w domu położonym na wzgórzu. Od wschodniej strony całą ścianę porastało dzikie wino, wiło się aż po dach. Co roku na jesieni i wiosnę dziadek je przycinał tak aby nie zarastało okien. Dzięki temu dom wyglądał zagadkowo ale i pięknie. Wiosną lśnił w słońcu piękną soczystą zielenią, w miesiącach letnich liście czarnego bzu stawały się ciemno zielone a jesieni jego barwy przybierały różne kolory brązu i czerwieni. Mówię Wam tego widoku nigdy nie zapomnę, jako dziecko byłam zafascynowana tymi kolorami. Od wschodu domu stała stara stodoła przy której rósł duży kasztan.Pod nim stała buda psa Azora ( którego ja i moi bracia się baliśmy). Azor słuchał tylko dziadka i kiedy on był w jego pobliżu pies był bardzo łagodny. Tak łagodny że pozwalał nam dzieciom jeździć na jego grzbiecie. Bliżej domu na przeciwko kuchennego okna była rabatka z floksami i georginiami.  Wyglądając przez okno z pokoju, w pierwszej chwili wzrok padał na skarpę porośniętą krzakami porzeczek i agrestu. A dopiero potem między liśćmi łopianu wzrok zatrzymywał się na małym połyskującym w słońcu strumieniu. Strumień płynął sobie leniwie między łąką sąsiada a domem Babci i po 300 metrach wpadał do rzeki Guber. Na babci łące rzeka tworzyła zakole w którym woda była tak czysta że widać było piaszczyste dno i rybki pływające w rzece.
Wszystkie dzieci z okolicy lubiły się tam bawić bo w tym miejscu woda nie była głęboka, bezpiecznie mogliśmy się kąpać.Po kąpieli zaś wylegiwać się w słońcu na małej trawiastej plaży. Na łące nie opodal pasły się krowy, stała studnia w której kiedy było bardzo ciepłe lato brakowało wody. Wracając jednak do domu, był to parterowy domek ze spadzistym dachem z czerwonej dachówki. Pod którym krył się strych pełen starych książek i innych różności.Aby tam wejść trzeba było wspiąć się po stromych schodach. Ileż tam było ciekawych i nie znanych rzeczy. Były tam przedwojenne historyczne książki - to było królestwo mojego brata, stare narzędzia ( których nawet nazw nie znam) ale też było dużo firanek , serwetek tkanych przez moją babcię.Jako mała dziewczynka lubiłam się tam zakradać i oglądać te cudeńka wykrochmalone, poukładane równiutko w dużej skrzyni. Zaglądając do skrzyni za każdym razem wyobrażałam sobie że to jest wiano mojej babci, delikatne koronki przy serwetkach pobudzały moją wyobraźnię. Babcia potrafiła robić cudeńka, tkała iglicą (  to chyba nazywa się filetem) różne obrusy i firaneczki, szydełkiem wyczarowywała piękne kołnierzyki które nosiłam, a na drutach robiła mnie i mojemu rodzeństwu czasami ciepłe skarpetki.  Moja mama odziedziczyła po swoje mamie a mojej babci "sprawne rączki do robótek dziewiarski" i tę wiedzę przekazała mnie a ile z tego ja potrafię wykonać  - nie wiem.
To namiastka tego co potrafiły robić moja babcia i mama.
Poniżej zdjęcia mojego abażuru, zrobionego na szydełku. 
Do jego wykonania użyłam lnianych nici. Zakupiłam 3 szpulki ale zużyłam tylko 2 szpulki. Wykorzystał wzór gwiazdek, które wydziergałam oddzielnie - razem 18 sztuk, następnie je połączyłam i tak powstał abażur. Zawisł w mojej kuchni i cieszy moje oczy.





wtorek, 9 września 2014

Czas na nowe zaczęte projekty - Szydełko, igła i druty :)

W ostatnim czasie tutaj w ogóle nie zaglądałam. Pozaczynałam kilka nowych projektów i właściwie pomału kończę każdy z nich.
Poniżej kilka zdjęć z tego co zaczęłam, a wkrótce już zamieszczę w całej pełni swoje robótki.
I tak na pierwszym miejscu : obrus 3 m 50 cm długi, szeroki 1m 60 cm.

na drugim szydełkowe cudeńka - jeszcze nie wiem do końca co z tego będzie :)
muszę tych kwiatków zrobić 32 sztuki - czysty len.

jest jeszcze kilka rozpoczętych prac ale na tę chwilę o nich .... cicho sza.
Do zobaczenia i usłyszenia wkrótce.





niedziela, 18 maja 2014

Historia lubi zataczać koło czyli stare na NOWE i co z tego wyszło ?

No własnie historia kołem się toczy.
Co można uszyć z rzeczy która ma już 32 lata i co z tego wyszło ?
Sukienka która była przerabiana przeleżała zapakowana szczelnie w folię i pudełko w mojej szafie, głęboko schowana na górnej półce. Mole jej nie tknęły, struktura materiału całkowicie zdrowa. Materiał z jakiego sukienka została uszyta to :
szyfon i atłas oraz bardzo sztywne białe płótno ( usztywniało i lekko podnosiło obie spódnice).
Sukienka miała 3 warstwy materiału: 
na wierzchu był SZYFON,
na spodzie ( 2-ga warstwa) - był ATŁAS,
a 3-cia warstwa to płótno usztywniające całość.
Na łączeniach materiału ( szyfon) były ponaszywane kwiatki.
Bo Kochani to była moja sukienka ślubna ( zapomniałam już o niej, że jest jeszcze w moich zbiorach tak to dawno było.) Przetrwała moje przeprowadzki i remonty jakie przeprowadzałam w mieszkaniu. Chyba darzyłam ją sentymentem szczęśliwej kobiety skoro tak długo ją miałam. Nadal kiedy o niej myślę wracają wspomnienia i miłe chwile z nią związane.
Wróćmy jednak do mojej przeróbki. Gapa ze mnie bo nie zrobiłam zdjęcia sukience kiedy była jeszcze w całości. Może więc chociaż trochę ją opiszę. Sukienka szyta z klosza z długim trenem. Wszystko szyte ze skosu. Sukienka miały rękawy jak kwiaty dzwonków. Mam nadzieję że nawet już na pokrojonej na części sukience udało mi się pokazać jej krój.

Sukienka została pocięta tak aby nie uszkodzić materiału i aby jak najwięcej zostało materiału do wykorzystania.
Do swojej pracy na razie wykorzystałam częściowo: SZYFON i ATŁAS.
Oba materiały dosyć ciężko się szyły, zarówno atłas jak i szyfon mocno się strzępią a były krojone ze skosu. Posiadały łączone kawałki różnego rozmiaru. Siedziałam nad podzieloną na części sukienką i myślałam jak uszyć aby miało to wygląd. Nie dało się uciąć i tylko dopasować trzeba było troszkę pomyśleć. 
Musiałam się mocno nakombinować aby dobrze wykroić spódniczkę dla dziewczynki.
I udało się, mimo że dawno już nie szyłam, a moja maszyna wymagała drobnej konserwacji. Bo Kochani maszyna ma również już swoje lata i wysłużyła się już dosyć mocno.
To końcowy efekt widać na załączonych zdjęciach. 



Spódniczka zachowała swoją szerokość, na dole ma zrobioną koronkę na szydełku ( wzór zmodyfikowany przeze mnie zamieszczam poniżej). W pasie wszyłam gumki w pięciu rzędach. Na spódniczce atłasowej jest druga nakładana na wierzch z szyfonu. Tę spódniczkę można nosić również z inną spódniczką lub tylko na getry.
Mnie cieszy fakt że mojej wnuczce przypadła do gustu.


A ten wzór zaczerpnęłam z rosyjskiej strony o robótkach ręcznych mirtesen.ru.










piątek, 14 lutego 2014

Koronkowe serwetki

Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka serwetek oraz abażur na lampę, każdy wyrób posiada swoją małą historię.


Zacznijmy od niebieskiej serwetki. 
Powstała wczesnym latem w podwarszawskich Jeziorkach,
jedna z moich dobrych znajomych wróciła po światowych wojażach do domu. Postanowiła sobie że pomaluje swój dom ( pokoje w nim ) sama. Ja  zaś miałam być jej "damą do towarzystwa" ( tak sobie wymyśliły obie z jej siostrą). W tamtym czasie nie bardzo mogłam się męczyć, musiałam dużo odpoczywać. Nie pozwalały mi nic robić. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo ileż można było siedzieć lub spać w fotelu pod parasolem lub chodzić wokół domu i oglądać jak rosną krzaki berberysu, bzu i rododendrony.
Wszystkie były już dawno przycięte, nawet winogron za domem był upięty na pergoli. Zaczęłam więc robić na drutach serwetkę. Była to jedna z pierwszych serwetek jakie zrobiłam na drutach.
Dzisiaj serwetka jest w tym domu w pokoju zwanym pracownią i muszę przyznać że nawet ładnie się prezentuje.


Druga serwetka z mojej małej kolekcji jest biała, nie mogłam pojąć jak zrobić ją od samego początku na drutach. Zaczynałam i prułam chyba ze 4 razy, w końcu się poddałam i najpierw  szydełkiem , półsłupkami obrębiłam kawałek lnianego materiału. Potem nabrałam odpowiednio dużo oczek na okrągły drut i powstała biała serwetka. W zrozumieniu wzorów  jak je rozwikłać , przetłumaczyć na język zrozumiały dla lajka ( osoby która nie zna się na tym zupełnie) pomogła mi Pani Danusia z którą dzieliłam pokój przez trzy tygodnie w Instytucie Hematologii i bardzo jej dziękuję za wiedzę jaką się ze mną podzieliła.
Efekt możecie oglądać poniżej.

Poniższą serwetkę zrobiła moja mama, powstała kiedy ja chodziłam jeszcze do szkoły średniej ( czyli pod koniec lat siedemdziesiątych). Każdą wolną swoją chwilkę poświęcała na robótki na drutach, w tamtym czasie spod jej rąk wyszło dużo ładnych sweterków, które razem z moim rodzeństwem chętnie nosiliśmy. Dostałam ją od mojej mamy kilka lat temu i mam nadzieję że kiedyś przekażę ją mojej córce. 
Efekt do dzisiaj jest imponujący.

Pozostał mi jeszcze abażur zrobiony na drutach, którym chciałam się pochwalić. Zawsze chciałam mieć w kuchni abażur zrobiony własnoręcznie. Chcieć to móc. Mówisz i masz :)
Abażur powstał w jeden zimowy weekend, za oknem padał śnieg, wiał wiatr było zimno. Byłam akurat na Mazurach u mojej mamy, zimy tam są przepiękne ale w tamtym czasie wolałam być w domu niż wychodzić z niego.  
A że nie lubię siedzieć bezczynnie to z resztek bawełnianej nici zaczęłam robić wzór liści.Moja mama jak zwykle skomentowała to krótko :" córcia posiedziałabyś a nie tylko robisz i robisz coś na drutach, oczy sobie popsujesz"  Oczu chyba nie popsułam :) a abażur wisi w mojej kuchni, wykrochmalony.


Teraz nadszedł czas na serwetkę , którą wykonałam haftem Rechelieu. Każda z nas posiada w swoim domu różnego rodzaju materiały z których nie wie co zrobić. Ja wykorzystałam jeden z nich na wyszycie serwetki haftem Rechelieu. Żółta bo została zrobiona w kolorze który dominuje w mojej kuchni. Posiada zielonkawą lamówkę aby była ciut wyraźniejsza.

















poniedziałek, 13 stycznia 2014

Kwiatowe serwety i serwetki.

Jak już raz powiedziałam - szydełko i dzierganie wzorów stanowiło dla mnie zawsze zagadkę.
Jak odczytywać wzory, jak robić aby się nie pomylić, dużo pytań i zagadek. Ale że jestem uparta i dociekliwa w tym i wielu innych przypadkach przyniosło to pożądane efekty i moich małych serwetek zaczyna mi przybywać.
Różowe kółeczka ( kwiatki) odleżały swoje w pudełku, czas już było coś z nimi zrobić.
Serwetka którą dzisiaj tutaj zobaczycie wcale nie miała być serwetką, miała być bluzką dla mnie. 
W oryginale znalezionym w Annie ( nie pamiętam ani numeru ani roku wydania była to serweta Teresa, na którą zużyto 600 g białych nici Cebelia, szydełko nr 1,50.)
Ja na swoją serwetkę zużyłam ok.+/- 150 g. kordonka, kółeczek zrobiłam 22 sztuki. 
Moja mama ( wiekowa już Pani) patrzyła na to co robię i tylko mówiła córcia co z tego będzie?. Ładne ale musisz długo jeszcze to robić, kordonka Ci nie starczy. Wiedziała, że mogę to odłożyć i nie wziąć więcej do rąk. Ale ja jak to ja zawzięłam się szukając pomysłu co z różowych kółeczek zrobić ?  Zdecydowałam będzie serwetka, układałam je na lnie na różne strony, przekładałam, i znowu układałam, chowałam do moich "cudownych" pudełek przechowalni. W końcu w sobotę rano rozłożyłam stół w kuchni ( 1m 80 cm długości ) rozłożyłam kwadratowy lniany obrus w kolorze czekolady i zaczęłam układać kółeczka  co z tego wyszło zobaczcie sami. :)

na jednym z czterech rogów są 3 kółeczka, 
pojedyncze kółeczko kwiatek
rozłożyłam kółeczka jak kwiaty,



a tak wygląda rozłożona serweta na moim stole w pokoju,

i jeszcze jedno zbliżenie.



piątek, 10 stycznia 2014

Ubrałam wazony na kwiaty

W szkole podstawowej miałam robótki ręczne ( szycie, robienie na drutach, na szydełku,). Szydełko jednak nigdy mnie nie pociągało, zawsze myliły mi się półsłupki ze słupkami. Ten rodzaj dziewiarstwa jakoś nie dawał mi radości. Zapomniałam więc na dobrych "-dzieści" lat o szydełku. Prawie zapomniałam że istnieje :). I nie tak dawno coś mnie pod korciło a czemu nie spróbować zrobić ubranko na wazon kwiatowy ( moja dobra znajoma Ella Qushyk właścicielka bloga ellakropka.com ) zrobiła ochraniacz na kubek na drutach a ja zrobiłam "ochraniacz" na wazon. Jak wygląda? zobaczcie :)