Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasto. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 listopada 2017

Sernik z ziemniakami.

Witam moich czytelników po długim urlopie od pisania bloga. 
Zabrzmiało to mało śmiesznie ale czasami tak bywa że zamiast pisać o wszystkim i o niczym lepiej nie pisać nic.

Wczoraj była błyskawiczna decyzja - piekę sernik, ale jaki? z czego?.
No tak przecież sernik to sernik.Potrzebuję ser i resztę składników.
W dzieciństwie jadłam kiedyś bardzo smaczny sernik robiła go moja mama.
Był delikatny, słodki, mięciutki jak "pierzynka" wręcz rozpływający się w ustach. Delikatny jako dziecko bardzo go lubiłam. Znikał zawsze bardzo szybko jeszcze cieplutki. Mama tylko się śmiała że nie zdąży upiec a już go nie ma.
Niestety wtedy nie myślałam o notowaniu przepisów czy receptur - szkoda. Teraz miałam trudny orzech do zgryzienia. Powiecie e można zajrzeć do internetu tam zawsze można coś wygrzebać smacznego. Tak racja ale nie takiego jaki robiła moja mama. 
Po omacku "jak dziecko we mgle" starałam się odtworzyć przepis mojej mamy.
Kupiłam jajka,ser i inne składniki i zaczęłam swój eksperyment.

a to Mój przepis.
1    kg sera
0,5 kg ugotowanych ziemniaków
2    jajka
1    cukier wanilinowy
1    aromat do ciasta ( ja dałam cytrynowy)
1    łyżeczka płaska kurkumy
1    łyżeczka płaska proszku do pieczenia
1    szkl. cukru drobnego lub pudru
1    budyń waniliowy lub śmietankowy
125 gram masła.

i do dzieła

do dosyć głębokiej miski włożyłam ziemniaki ( ciepłe nie gorące) rozgniotłam je praską do ziemniaków na drobno, po czym  dodałam pozostałe składniki.
Wszystkie bardzo dokładnie wymieszałam mikserem.Muszą mieć jednolitą gładką masę.
Zamiast zwykłego cukru można dodać Ksylitol ale wówczas musi być go więcej a zamiast zwykłych ziemniaków można dać bataty. Ziemniaki słodkie.

Sernik nie ma spodu tzn. blaszka została wyłożona papierem do pieczenia i ciasto wylane bezpośrednio na papier.


Czas pieczenia : ok. 60 minut (+/-)

Temperatura piekarnika 180 stopni.

Piekarnik musi być nagrzany i pieczemy na góra i dół razem.

Zazwyczaj po upieczeniu wyłączam piekarnik i zostawiam w nim ciasto aby sobie spokojnie w nim ostygło.

Jeszcze tylko parę zdjęć i sami zobaczycie że nawet eksperymentując można upiec coś smacznego.


jeszcze surowy i w piekarniku.

i już finał.


została mi go już tylko połówka.
W smaku delikatny rozpływający się , lekko kwaskowy ale słodki.


Polecam sami wypróbujcie.


niedziela, 23 lipca 2017

Ciasto z rabarbarem.

Coś ostatnimi czasy tylko piekę ciasto - to nie normalne jak na mnie.Owszem lubię piec i eksperymentować ale aby aż tak?
No tak eksperymentować, normalnie to robię z przepisu i już a teraz , patrzę co rośnie w ogrodzie i z czego da się coś zrobić no i do pracy.
Tym razem padło na RABARBAR.Długo sobie rósł pod płotem w ogrodzie zapomniany przez wszystkich. Mikrutki tzn.malutki nie duży, zarośnięty trawą i poziomkami.Tak poziomkami bo w zaczarowanym ogrodzie dziwnym trafenm wszystko rośnie za szybko i za duże.
   Poziomki w tym roku są jak truskawki tylko ciut mniejsze ale większe od poziomek, słodziutkie i pachnące. 

Nie o tym jednak, trochę będzie o rabarbarze a dlaczego? bo warto wiedzieć co to za roślinka rośnie w ogrodzie.

     Rabarbar to taka roślina co w smaku jest mało kiedy słodka raczej kwaśna, że buzię wykrzywia na samą myśl o nim. To inaczej rzewień, bylina która reprezentuje rodzinę rdestowatych. 


Rzewień to roślina która zawiera w sobie dużo kwasu szczawiowego ( dlatego jest taki kwaśny a jednocześnie bogaty w inne wartości). Niskokaloryczny, zmniejsza pragnienie i co najważniejsze posiada w sobie witaminy. 
Kwas foliowy, żelazo, karoten, fosfor, błonnik, magnez, wapń, potas oraz witaminy A, E, C. Prawda że dużo wartościowych rzeczy ma w sobie.

(zdjęcie zapożyczone z google.)

Rabarbar jadalny jest innym rabarbarem niż leczniczy.
Leczniczy rabarbar osiąga swoją wysokość nawet do 3 metrów a jadalny jak wiecie jest niski jeśli jest duży to chyba max.osiąga 50 cm.
To Chińczycy odkryli że rabarbar leczniczy można stosować na bolące ząbki, ciekawe ?
Rabarbar możemy jeść sam bez pieczenia i obróbki na gorąco bo już w starożytności wiedzieli że ta roślina to samo dobro. To dobro jednak musi być spożywane z umiarem jak wszystko w naszym życiu.

Rabarbar ma funkcję odkażającą, przeczyszczająco ( bo zawiera kwas jabłkowy i cytrynowy ),profilaktyczną dla układu krwionośnego zapobiegając odkładaniu się cholesterolu.
Nie przetworzonego nie powinny jeść dzieci i to by było tyle na temat rabarbaru jako rośliny.
Teraz przyjemniejsza część.

Pieczemy ciasto
Na zdjęciu poniżej składniki:


oraz część opisowa.
1- 2 szkl. mąki
1 szkl. cukru drobnoziarnistego
2 jajka 
2 budynie ( najlepiej śmietankowe)
mleko ( do ugotowania budyniu)
cukier wanilinowy
1 łyżeczka do herbaty płaska proszku do pieczenia
kostka masła
cukier puder do posypania po upieczeniu ciasta.
posypujemy ciasto jak jest jeszcze ciepłe.

1 kg rabarbaru lub też ile mamy. Napisałam ile mamy bo ja miałam mało i musiałam dodać sezonowe owoce aby ciasto było ciastem.
dodałam
czarne porzeczki
czerwone porzeczki

ciasto kruche:
całe jajka z cukrem ubijam, następnie dodaję cukier wanilinowy i łyżeczkę proszku do pieczenia, mieszam, następnie do tej masy dodaję masło ( musi być miękkie nie roztopione) i pomału wsypuję mąkę zagniatając. Nie jest to łatwe ale do zrobienia. Po wyrobieniu ciasto powinno być elastyczne i dobrze odchodzące od dłoni, może być trochę tłuste.Pamiętajmy jednak aby ciasto było dobre trzeba je dobrze wyrobić. Jeżeli jest tłuste dodajemy mąkę i wyrabiamy.
Po wyrobieniu dzielimy ciasto na części, wkładamy do foli spożywczej lub woreczków i do zamrażarki niech tam sobie leży.

Owoce z rabarbarem:
porzeczki odszypułkowywałam i umyłam, 
rabarbar umyłam i obrałam ze skórki. Następnie pokroiłam w "kostkę"
i wymieszałam z pozostałymi owocami.


Teraz przyszedł czas na wyjęcie tortownicy ( średnica 26 cm) i albo smarujemy masłem i posypujemy tartą bułką lub kaszą manną w środku dno i boki. Albo też dno wykładamy papierem do pieczenia a boki postępujemy jak wcześniej. Na tak przygotowaną formę tarkujemy ciasto na tarce o grubych oczkach.
Ciasto jest zmrożone więc daje się dobrze tarkować . Kiedy jest już dno dobrze zapełnione ciastem wykładamy na nie owoce.


W między czasie przygotowujemy budyń, gotując go na sztywno ( jeśli lubimy słodki można go dosłodzić podczas gotowania). Nie może być płynny.Jego konsystencja musi być gęsta. Gęsta bo będziemy nim zalewali owoce w formie. Budyń szczelnie wtopi się w owoce i wypełni wszelkie wolne przestrzenie w formie.


Następnie na całość tarkujemy pozostałą część ciasta tak aby zakryć całość.

Pieczenie:
Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 stopni góra dół.
Pieczemy średnio 1 godzinę 20 minut. wszystko zależy właściwie od naszego piekarnika jak grzeje.
Zawsze sprawdzam zaglądając przez szybkę piekarnika jak moje ciasto wygląda aby go nie przypalić.



 Poniżej kilka zdjęć jak Ciasto wyglądało po upieczeniu.







Smacznego życzę i do następnego usłyszenia.






sobota, 22 lipca 2017

Moje ciasto z jabłkami.

Kiedy byłam małą dziewczynką w domu rodzinnym zawsze pachniało jabłkami.
Kiedy przychodził sezon zbioru jabłek pojawiały się one w moim domu wszędzie, w różnych odmianach których nazw już nie pamiętam. Jedne leżakowały w piwnicy ułożone równiutko na półkach do tego specjalnie zrobionych przez mojego tatę. Jeszcze inne były dokładane do kiszonej kapusty która później miała w sobie lekką słodycz a małe jabłuszka z niej wyjmowane były ukiszone ale jakże smaczne. Inne zaś były szykowane do przetworów ale to była praca a jeszcze inne leżały w kuchni i pokojach po rozkładane na ozdobnych talerzach. Wyglądały tak apetycznie że zawsze któreś z naszej trójki się na nie skusiło.  

Moja babcia umiała czarować jabłkami czyli robiła z nich różne , przeróżne cuda.
A to jednego razu w zimie kiedy razem z moimi braćmi byliśmy u niej, upiekła nam jabłka wydrążone w środku z cynamonem i miodem. Innym znów razem dodała do nich rodzynek i ryżu. Palce lizać mówię Wam mniam, teraz kiedy o tym piszę dostaję ślinotoku ha ha ha ha. 
Babcię zawsze będę wspominała z rozrzewnieniem, mieszkała razem z moim dziadkiem w Kolonii Kruszewiec oddalonej od mojego miasteczka ok. 3 km. Były w ich ogrodzie najlepsze jabłka. Nazywaliśmy je zimówki, zielone , słodko kwaśne jabłka. W lecie były cierpkie ale w listopadzie i grudniu jeżeli dotrwały miały słodko kwaśny smak i smakowały jak żadne inne jabłka.

Córka mojej babci a moja mama wyniosła z domu między innymi to że robiła dokładnie takie same czary z jabłkami, smażyła marmolady jesienią, piekła taką szarlotkę że ja nie potrafię jej nawet smaku powtórzyć, była nie wiarygodnie dobra. Podczas zimowych wieczorów kiedy za oknami szalała śnieżna zamieć nasza mama piekła nam jabłka w piekarniku lub prodiżu. W powietrzu unosił się zapach pieczonych jabłek i cynamonu. My nie mogący doczekać się kiedy będą gotowe i w końcu kiedy posypane cukrem pudrem znikały w naszych buziach jak pojawiająca się błyskawica na niebie.

Kilka dni temu po wielu latach postanowiłam i ja spróbować "podrobić " ciasto moje babci i mamy. Hm..... nie powiem wyszło smaczne.

Przepis składniki:

6-7 szt. średniej wielkości miękkich jabłek
rodzynki
miód
cynamon
cukier puder
1/2 filiżanki soku z cytryny.

2 - 3 budynie o smaku waniliowym
mleko ok. 1 l. ( tyle ile potrzeba na ugotowanie budyni, zaznaczam jednak że budyń musi być sztywny na tyle aby pokrył wszystkie jabłka w tortownicy)



skład ciasta:

ciasto kruche tzn. każdy ma swój sposób na to ciasto.

Ja zrobiłam następująco.
1 jajko całe
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
cukier wanilinowy
125 masła
i ok. 2 szkl. mąki wszystko zależy ile nam wejdzie mąki kiedy będziemy zagniatali ciasto z całych składników.
Ciasto powinno być plastyczne tzn. musi dobrze odchodzić od dłoni podczas ugniatania i nie być za tłuste.
Kiedy ciasto jest dobrze wyrobione dzielę je na kawałki i owijam folią spożywcza i chowam do zamrażalnika. Ciasto musi być dobrze zamrożone ale o tym po co w dalszej części.

Ciasto przygotowane teraz zabieram się za jabłka.
jabłka wydrążamy środki, obieramy ze skórki i w całości smarujemy sokiem z cytryny razem ze środkiem. W ten sposób jabłko nam nie zbrązowieje.
Obieramy wszystkie jabłka i smarujemy sokiem z cytryny dokładnie tak jak napisałam powyżej. Wkładamy je do głębokiego naczynia i jeśli został nam sok z cytryny polewamy wszystkie jabłka i pozostawiamy.

Teraz przyszedł czas na ciasto,
tortownicę o ok. 26 cm średnicy ( ja wykładam papierem do pieczenia) smarujemy odrobiną margaryny bądź masła dokładnie dno i boki, posypujemy kaszą manną bądź bułką tartą dokładnie ( jak kto woli).

Teraz wyjmujemy ciasto z zamrażalnika i tarkujemy tak tak tarkujemy na tarce o grubych oczkach, czyli warzywnej. Powinno ono mieć drobne paseczki.
Po co to robimy?
bo tak zamrożone ciasto jest twarde i daje się tarkować oraz podczas tarkowania jest dobrze napowietrzone. Możemy je rozłożyć jak chcemy.

Druga metoda rozkładania ciasta.
nie zamrażamy tylko bardzo powoli rozgniatamy w tortownicy dokładnie kawałek po kawałeczku, zaś na boki kręcimy wałeczki i je rozgniatamy. Tak powstaje spód i boki z ciasta.


Teraz układamy jabłka na ciasto. Jedno obok drugiego i do środka jeśli mamy ich za mało trzeba jeszcze obrać i poutykać połówkami tak aby nie było wolnych przestrzeni.




Teraz jeszcze jedna czynność gotujemy budyń, musi być dosyć gęsty ale nie za gęsty bo będziemy nim polewali jabłka w tortownicy a później piekli całość.
Budyń musi pokryć dokładnie wszystkie zagłebienia i wierzchy jabłek. na tak przygotowane już jabłka tarkujemy drugą część ciasta ale możemy zrobić kruszonkę. Ja tarkuję ciasto ( przepraszam nie umiem zrobić kruszonki ).






Ciasto pieczemy w nagrzanym piekarniku 180 stopni C.


a to jest przekrój ciasta jak wygląda 




Góra i dół przez ok. 1 godzinę

( trzeba pilnować ja ostatnio przetrzymałam ciasto 20 minut) upieczone ciasto ma mięciutkie jabłka cudnie pachnie i smakuje.

Jabłka podczas pieczenia powinny wypuszczać sok to znaczy że się pieką.

Na koniec posypujemy gotowe ciasto cukrem pudrem mało lub dużo jak kto lubi.
niestety nie jest to ciasto dietetyczne :(

Mam nadzieję że opisałam wszystko dokładnie i będziecie je mogli upiec. 

Niestety tym razem moje zdjęcia nie oddają ani smaku , ani zapachu no i ostrość mi zawiodła za co przepraszam ale samo ciasto jest pyszne. 



środa, 27 maja 2015

Ciasto rabarbarowe - smaki mojego dzieciństwa

Kochani kto z nas w dzieciństwie nie jadł ciasta z rabarbarem?
Ja z mojego dzieciństwa pamiętam,że jak tylko przychodził czas rabarbarowy w domu pachniało kompotem i ciastem z tego warzywa, tak tak warzywa i to wieloletniego.
Kiedyś w ogrodach rabarbar królował dzisiaj raczej już go nie spotkamy w ogrodzie, chyba że wokół starych domostw.
Wokół domu mojej babci rosły różne owoce i warzywa. Były tam porzeczki czarna, czerwona, olbrzymie krzaki agrestu który my dzieci zjadałyśmy prosto z krzaków, jabłonie  a między tymi wszystkimi wspaniałościami rósł sobie dostojny rabarbar. Zawsze kiedy odwiedzaliśmy naszą babcię miała dla nas w swojej kuchni upieczone pyszne ciasto rabarbarowe i kompot.
Smakołyki rabarbarowe zawsze znikały szybko z babcinej kuchni.  
W dzieciństwie nie zastanawiałam się jakie właściwości ma to warzywo wtedy było dla mnie ważne że kompot i ciasto zrobione przez babcię jest pyszne. Tak pieczenie ciasta rabarbarowego i robienie przetworów przejęła moja mama od swojej mamy a mojej babci ja zaś o tym warzywie zapomniałam na jakiś czas. Moja córka nie bardzo go lubiła bo kwaśny, bo cierpki ( a teraz sama czasami piecze swojej rodzinie to ciasto). Rabarbar w mojej kuchni odszedł w zapomnienie na kilka długich lat aż do dzisiejszego dnia.
Mój rabarbar zakupiłam kilka dni temu w Lidlu z mocnym postanowieniem że będzie ciasto.



To warzywo ma charakterystyczny smak i zapach , ten który zakupiłam był  jędrny,  czerwony i lekko kwaskowaty.

Chciałam Wam jednak trochę przybliżyć to warzywo. Nie wiem czy wiecie ale ma ono w sobie dużo związków organicznych i minerałów. Zawiera w sobie błonnik, białka, witaminy C, K, B-kompleks , wapń, potas, magnez i mangan
Rabarbar odchudza bo ma tylko 21 kalorii, jest idealny na trawienie ma jeszcze dużo właściwości dla których warto po niego sięgać. 

Tym czasem ja wracam do mojego dzisiejszego wypieku.
Przepis  znalazłam na stronie:
http://www.smaczny.pl/przepis,szybkie_i_smaczne_ciasto_z_rabarbarem

Składniki:
Ciasto:
2 szklanki mąki pszennej
1 szklanka cukru ( wzięłam puder łatwiej się uciera i szybciej) ale można użyć ksylitolu.
1 cała margaryna ( 250 dag)
4 jajka
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia.
1/2 kg rabarbaru ( obranego )
1 galaretka truskawkowa.

Masa z rabarbarem:
1/2 kg rabarbaru ( obranego )
1 galaretka truskawkowa

Sposób wykonania:
Margarynę i żółtka utrzeć razem z cukrem na jednolitą masę, dodać mąkę i proszek do pieczenia dokładnie wymieszać. Z białka ubić na sztywno i dodać do masy, delikatnie wymieszać.
Gotowe ciasto wyłożyć do foremki 25 x 36 cm ( ja wyłożyłam do blaszki 25 x 12 ) wyłożonej papierem do pieczenia.
Rabarbar obrać, opłukać i pokroić w kostkę. Przełożyć do miski i posypać galaretką truskawkową w proszku ( ja użyłam pomarańczowej ). Dokładnie wymieszać i wyłożyć na ciasto. Na wierzch rabarbaru wyłożyłam ciasto  ( jakieś 3 - 4 łyżki stołowe ) które pokryły lekko rabarbar.
Całość włożyłam do nagrzanego piekarnika, temperatura 180 stopni i piekłam przez godzinę ( 60 minut ) najlepiej jest sprawdzić patyczkiem czy ciasto się upiekło.


jeszcze cieplutkie 


tak wygląda już po ostudzeniu


a tak przekrojone

Nie należy się zrażać że po wyjęciu ciasto jest wilgotne ponieważ rabarbar wypuszcza sok, jednak kiedy całkowicie ostygnie soku prawie nie ma a ciasto jest po prostu niebiańskie.

Życzę smacznego.








wtorek, 19 maja 2015

Ekologiczny chleb.

Kilka dni temu obiecałam krótki opis dotyczący mojego wypieku chleba.
Zaraziła mnie pieczeniem zdrowego pieczywa moja dobra znajoma Lidka. Odkąd ją znam i pamiętam zawsze kiedy gościłam w jej domu pachniało świeżo pieczonym chlebem. Wiedząc że piecze te swoje wspaniałości na zakwasie własnoręcznie zrobionym poprosiłam o udostępnienie zakwasu. W tamtym czasie nie bardzo wiedziałam jak się go robi bez drożdży.
Dzisiaj już wiem że  zakwas to nic innego jak mąka i woda oraz czas no i duża doza cierpliwości. 
Bo co nagle to po diable :).
Wiem też że zakwas żytni jest trudniejszy do wykonania. Jednak do rzeczy, mój chlebek wyrósł z zakwasu żytniego ( hodowałam go 5 dni).Dokarmiałam mąką , dolewałam ciepłej wody ( ciepłej nie gorącej) aż w końcu zaczął pracować i rosnąć. Miałam moment że już go chciałam wyrzucić i zacząć od nowa. Jednak w końcu ruszył. Nie było łatwo bo otręby żytnie jak i mąka nie są łatwe w pracy. Pochłaniają dużo wody.

Do mojego chlebka użyłam :
zakwas żytni 
otręby zmielone na mąkę ok. 350 g
kaszę jaglaną ( wcześniej ugotowałam woreczek ok.100 g)
no i oczywiście woda, sól.
Zioła lub pestki co kto lubi.

Piekarnik nagrzewamy na 200 stopni.

Mieszamy wszystkie składniki ze sobą dolewając ciepłej wody, dodałam pół woreczka kaszy, sól, zioła ( jakie lubimy). Zapytacie dlaczego dodałam kaszę? otóż kasza w chlebie powoduje że chlebek jest bardziej wilgotny a i dietetyczny bo kasza nie tuczy :). Ciasto nie może być za gęste bo się nie podniesie, ja je robię o konsystencję mocno gęstego kremu. Musimy dobrze wymieszać całość aby nie miało żadnych grudek. 
Foremkę zazwyczaj natłuszczam i środek wysypuję kaszą manną, a dlaczego?
Ponieważ ciasto chlebowe po upieczeniu ma mięciutką skórkę na bokach i łatwo wyjmuje się z formy.
Następnie ciasto do foremki na godzinę czasu i do piekarnika. Po godzinie mamy swój ekologiczny chlebek.  
Część zakwasu zostawiam sobie aby później móc go dalej rozmnażać.
Zdjęcia poniżej.

Życzę smacznego.








sobota, 21 lutego 2015

Szarlotka.

Witam moich miłych czytelników i oglądających Czytelników. 
Dzisiaj będzie o cieście zwanym szarlotką, jabłecznikiem,  które podbiło moje podniebienie i serce w WALENTYNKI tego roku.
Jadąc na Mazury z moją wnuczką jak zwykle zatrzymałam się na obiad w Karczmie pod gołębiem w Nidzicy oraz wstapiłam do mojej szkolnej koleżanki Marioli, która mieszka wraz z rodziną pod Biskupcem w Parlezie Małej.
Dlaczego piszę o Karczmie? bo moi mili Czytelnicy po raz kolejny zjadłam tam pyszny domowy obiad a wraz z rachunkiem obie z wnusią dostałyśmy po serduszku z piernika, które na wierzchu miało lukrowany napis Kocham Cię. Obie z wnuczką byłyśmy miło zaskoczone takim prezentem. Będąc tam już któryś raz z kolei widzę jak bardzo karczma się zmienia, powstał kacik dla dzieci z zabawkami i malowankami, jest też sklepik z regionalnymi przysmakami widać, że właścicielom zależy na klientach dużych i małych. No i to co jest ważne jest tam czyściutko a panie obsługujące są uśmiechnięte. Szczerze polecam to miejsce.
Zaś co do Mariolki, po szkole średniej nasze drogi się rozeszły, każda z nas podjęła decyzję życiową i poszła w swoją stronę. Ona została w Biskupcu a ja wyjechałam ze swojego rodzinnego miasta Kętrzyna do Warszawy za pracą.
Mariola po latach odnalazła mnie na portalu Nasza Klasa i tak zaczęła się na nowo znajomość której bardzo brakowało mi przez te -dzieścia lat. Kiedy spotkałyśmy się pierwszy raz nie mogłyśmy się nagadać tyle miałyśmy sobie do opowiedzenia. Od tamtej pory minęło już 10 lat i bardzo się cieszę że znowu jest .
Odkąd pamiętam Mariola zawsze dobrze radziła sobie w kuchni i zawsze mnie czymś zaskakiwała. I tym razem też miała w domu coś pysznego - cieplutką szarlotkę. 
Zaintrygowała mnie pianka na jabłkach bo to że zrobiona była na pewno z białek wiedziałam, miała jednak smak i konsystencję ptasiego mleczka. Nie wypadało od razu pytać jak zrobiła to cudo ale kiedy zjadłam kawałek nie mogłam się oprzeć i poprosiłam o wyjaśnienie jak to zostało zrobione. Jak zwykle coś zapamiętałam coś zapomniałam więc kiedy wróciłam do siebie wykonałam "telefon do przyjaciela" po przepis no i dzisiaj możecie oglądać a i zrobić sami to pyszne ciasteczko. 


Przepis poniżej:


Składniki ciasta:
2 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru pudru
2 łyżeczki ( małe) proszku do pieczenia
1 kostka margaryny
4 żółtka

Pianka
1 szklanka cukru pudru
1/3 szklanki oleju
szczypta soli
4 białka
1 budyń (surowy)

nadzienie - jabłka




Składniki ciasta łączymy i dobrze wygniatamy. Następnie dzielimy je na dwie równe części, zawijamy w folię każde oddzielnie i mrozimy. Im mocniej ciasto jest zmrożone tym łatwiej je się tarkuje  ( na tarce jarzynowej). 

Białka ubijamy razem z solą, następnie zaczynamy dodawać cukier puder cały czas ubijając pianę. Białka powinny zrobić się białe i ścisłe. Dodajemy budyń dalej ubijając a na sam koniec wlewamy już tylko olej, lekko mieszamy.




I teraz już tylko bierzemy foremkę , smarujemy ją tłuszczem i wysypujemy bułka tartą ( ja wysypuję kaszą manną jest delikatniejsza). Tarkujemy ciasto z pierwszej części, nastepnie wykładamy jabłka, na jabłka wylewamy piankę, teraz ostatnia część ciasta tarkujemy i już tylko do piekarnika.

Piekarnik nastawiłam na 180 stopni i pieczemy ok 50 minut. Dobrze jest jeśli piekarnik jest nagrzany lub podgrzany. Ciasto musi piec się wolno. 

A efekt końcowy ? zobaczcie sami.




Mariola dziękuję za super przepis i jeszcze lepsze ciasto, które jest lekkie i rozpływa się w ustach. Z każdym kęsem chce się go jeść więcej i więcej.

Ten wyrób powędrował do mojej córki i jej najbliższych.

sobota, 24 stycznia 2015

Słodkości w karnawale - baklawa.

Odkąd sięgam pamięcią zawsze byłam łasuchem na słodycze. Na wszelkie ich odmiany a kiedy zaczynał się karnawał sama zawsze robiłam faworki. Tym razem jednak nie o faworkach popularnie też zwanych chrustach będzie. Będzie o narodowym przysmaku tureckim jakim jest baklawa. Nigdy w Turcji sama nie byłam ale ich słodycze zawsze rzucały mnie na kolana.
Przywoziła je kiedyś moja koleżanka z Turcji kiedy w Polsce były nie dostępne. 
Z czasem i u nas otworzyły się sklepy i sklepiki z orientalną żywnością, słodyczami i wszelkimi przyprawami. Nawet na bazarku przy Hali Mirowskiej jest ich już 4 stoiska. 
Osobiście lubię odwiedzać sklepik nie daleko mnie, zawsze kiedy tam idę mają świeżą baklawę o smaku pistacjowym i orzechowym. Od samego jej widoku ślinianki zaczynają mocniej pracować. Pistacjowa jest po prostu wyborna. 
Zawsze kupuję sobie 3-4 ciasteczka i za nim dojdę do domu już ich nie ma w opakowaniu bo je zjadam. Zjadam to mało powiedziane ja je połykam zostaje tylko lukier na paluszkach.
Ponieważ jestem osobą dosyć dociekliwą postanowiłam poszperać za przepisem tych pyszności.

Przepis znalazłam tutaj: 
http://turcjaodkuchni.blogspot.com/2013/07/atwa-domowa-baklawa.html


i z niego skorzystałam. ( poniżej go zamieszczam)

Domowa baklawa

szklanka mleka ( ja dałam jogurt )
szklanka oleju
3 jajka
łyżeczka octu winnego lub jabłkowego
szczypta soli
10g proszku do pieczenia
200g masła
około 700g mąki pszennej
200g zmielonych orzechów włoskich lub laskowych lub pistacji
mąka ziemniaczana do posypywania wałkowanych placków (nawet 2 szklanki)

syrop
4 szklanki wody
5 szklanek cukru ( ja dodałam trochę miodu)
2 plasterki cytryny

Wywałkowanie ciasta to jest dopiero sztuka.



Jajka, mleko ( jogurt naturalny), olej, ocet, sól mieszamy i dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Zagniatamy luźne i nie klejące się do ręki ciasto. 
Odstawiamy na 10-15 minut w tym czasie przygotowujemy syrop gotując wodę z cukrem i plasterkami cytryny.
Ciasto dzielimy na 30 równych części i wałkujemy je na 30 równych cieniutkich placków, Placki wałkując przesypujemy mąką ziemniaczaną by się nie skleiły. By wywałkować jak najcieńsze placki możemy układać kilka jeden na drugi i wałkować razem nie możemy jednak zapomnieć by były dokładnie posypane mąką ziemniaczaną.
Wywałkowane cieniutkie placki układamy jeden na drugi w okrągłej formie i co 10 placków sypiemy mielone orzechy włoskie (orzechy są sypane 2 razy).
Ja do swojej dodałam zamiast orzechów zmielone pistacje.
Jeszcze surową baklawę kroimy na większe lub mniejsze kawałki według uznania.
Masło topimy i polewamy nim pokrojoną baklawę. 
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni funkcja grzania góra-dól około godziny. Baklawa ma się dobrze zrumienić.
Gotową lekko studzimy, ostudzoną stopniowo polewamy ciepłym syropem. Nie wylewamy całego syropu na raz by baklawa nie straciła chrupkości.

Moje wyszło s u p e r - chrupkie, słodkie - palce lizać.



Dziękuję za możliwość skorzystania z rzetelnego przepisu Emilii właścicielki bloga Turcja od kuchni.